Uwielbiaj Go w niewygodach

Jezus mówi o sobie, że jest dobrym pasterzem. Kiedyś, gdy powierzałam Maryi swoje sprawy, usłyszałam: „Jezus chce lepiej dla ciebie niż chciał dla siebie”. Olśniło mnie - jaka zadziwiająca to prawda. Przecież On zapłacił mój grzechowy dług. Poświęcił się za mnie, bym nie lękała się śmierci, bo po niej dopiero zaczyna się ucztowanie. Jestem Jego własnością. A ja akurat dostrzegam wielką różnicę między właścicielem a najemnikiem, bo kiedyś wynajmowałam mieszkanie. Każdy najemca szybko okazywał się nie-właścielem, bo zachowywał się jak nie-właściciel: zostawiał syf, coś zabrał, zniszczył, przetrącił. Nikt nie dba o mieszkanie, tak jak właściciel. I tak samo jest z Bogiem, który traktuje mnie, swoją własność, z największą czułością i miłością.

Lepiej znosić niewygody

Kiedyś Jezus powiedział mi, abym nie uciekała od niewygody, ale lepiej je znosiła. Doprawdy, nie dałabym rady tego czynić i przetrwać mojej ciężkiej neuroboreliozy, z którą zmagam się od grudnia 2021 r.,  gdybym nie napełniała się Nim. Chociaż ostatnie kilka miesięcy jest dla mnie najtrudniejszym czasem w ciągu całego życia, to teraz na tyle czuję się dobrze, że jestem w stanie zająć się uwielbieniem i dziękowaniem!

Ostatnio w Piśmie Świętym zachwycił mnie ten pewien człowiek, który znalazł skarb ukryty w polu. Co zrobił? „Ukrył go z powrotem i bardzo uradowany odszedł. Sprzedał wszystko, co posiadał, i kupił to pole” (Mt 13,44). Pojęłam, że po prostu z Bogiem, tak czysto logicznie i po ludzku, opłaca się być! Chociażby dlatego, że tylko On potrafi ze wszystkiego wyciągnąć piękno, dobro, cudowność. On potrafi „odmienić los” (Ps 126,1), „wyprowadzać z krainy umarłych i przywracać życie” (PS 30,4), „zamienia żałobę w taniec, zdejmuje wór pokutny, a przepasuje radością” (Ps 30,12), „ogłasza pokój swemu ludowi” (Ps 85,9). Dziś chcę Mu zatem za wszystko publicznie oddać chwałę.

Nieustannie będę Ci śpiewał pieśń chwały (Ps 30,13)

Uwielbiam Cię, Jezu, za to, że dopuściłeś, bym wpadła w pułapkę i na grzbiet włożyłeś mi utrapienie choroby (Ps 66,11), bo ona wszystko przesiała i jeszcze mocniej otworzyła moje duchowe oczy. Za to, że wiem, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a także upewniłam się z kim chcę i co chcę budować i tworzyć.

Uwielbiam Cię, Jezu, za to, że zwabiłeś mnie na pustynię choroby (Oz 2,16), bo tam Ciebie spotkałam, a Ty wyjątkowo mocno do mnie przemówiłeś, zapewniając, że „oddasz mi znów moją winnicę” (Oz 2,17).

Uwielbiam Cię, Jezu, za najgorszy czas w moim życiu, bo stał się on fundamentem dla nowych rzeczy, dla nowego etapu mojego życia, dla drugiej książki „Sekret zwycięstwa”, dla Winnicy Radości.

Uwielbiam Cię, Jezu, za czas cierpienia, który pokazał mi nową wiedzę, którą będę chciała wykorzystać dla stworzenia Winnicy Radości. To dzięki dodatkowej wiedzy w jeszcze bardziej cudowny sposób będę mogła nieść pomoc ludziom smutnym.

Uwielbiam Cię, Jezu, że przez chorobę straciłam pracę. Wypoczęłam, nabrałam sił, a po 3 miesięcznym czasie rekonwalescencji, Ty dałeś mi jeszcze lepszą pracę i to w moim rodzinnym mieście :-) Mega!

Uwielbiam Cię, Jezu, że tak niewygodnie było mi w pierwszej pracy. Wbijano mi igły, szydzono, ale dzięki temu odeszłam, zaryzykowałam i rozpoczęła się najlepsza uczta w moim życiu – współpraca z Tobą.

Uwielbiam Cię, Jezu, że nie byłam rozumiana we wspólnocie, mówiono, że to nie Ty, że mam złudzenia. Dzięki temu odeszłam, a Ty dałeś mi poznać, by napisać o tym wszystkim książkę „Sekret radości”.

Uwielbiam Cię, Jezu, za jedną z najbardziej fatalnych decyzji życia z 2007 roku. Jednak dzięki tej decyzji mogłam odkryć wspólnotę Mocnych w Duchu, mogłam przejść z nimi swoją formację i poznać Ciebie żywego!

Dziękuj, uwielbiaj, nakręcaj się Bogiem

W pewną niedzielę, gdy wychodziłam na poranną Mszę świętą, usłyszałam słowa: „Dziękczynienie otwiera niebo. Kiedy dziękujesz, twoje serce otwiera się na cuda”. Przyszłam do Kościoła i okazało się, że to Niedziela Dziękczynienia, o czym zapomniałam. Tego dnia szczerze dziękowałam Bogu za każdy drobiazg. Dziękczynienie, podobnie jak uwielbienie, nakręca i rozkręca. Unosi moją duszę do Pana. Przepełnia radością. Spróbujcie dziś sami: podziękować, uwielbić za niewygody. Zobaczycie, co się wydarzy :-)

Złapcie się Kochani tego fragmentu Psalmu, że „płacz nadchodzi wieczorem, a rankiem okrzyk radości” (Ps 30, 6). Życzę sobie i wam tych okrzyków radości i spojrzenia, że noc minie i znów nastanie dzień.

Prawdopodobnie będę 28 sierpnia w Ustroniu Morskim ze słowem radości. Czekam jednak na potwierdzenie mojej wizyty przez Księdza Proboszcza. Szczegóły zamieszczę w Spotkaniach.

Czekam też na Wasze komentarze, uwagi, sugestie :) Dziękuję za Was, za Waszą obecność, bo otrzymałam od Was tak wiele miłości w tym trudnym dla mnie czasie. Ofiaruję za Was moje modlitwy i cierpienie.

Niech was spotka wiele radości!

Kategoria: 
Marzenia

Komentarze

Zdecydowanie dobrze znowu Cię czytać. Kasiu powodzenia
Dzięki, Kochana :*
Kochana,pięknie to napisałaś! Uwielbiam Boga,że postawił Ciebie na mojej drodze. Już się nie mogę doczekać kolejnej książki. Uściski.
Moja Kochana, pozdrawiam Cię i do zobaczenia :-)
Dziękuję Kasiu za Twoje wspaniałe świadectwo! Bo każde cierpienie ma swój głęboki sens ... i sprawia , że dzięki Bogu stajemy się po prostu lepsi. :)
Tak, transformacja jaką przeszłam przez ostatnie 9 miesięcy, jest niezwykła. Pozdrawiam ciepło :*

Dodaj komentarz

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.
CAPTCHA obrazkowa
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.